Genealogiana Podolu i Kijowszczyźnie

Złotówka za kartę

1 listopada 2026

Jeden długi weekend

W ostatni weekend października dwie księgi grodzkie przeszły całą drogę od skanu do gotowego opracowania: kijowska 2-1-2 z lat 1730–1735 i kamieniecka 38-1-33 z lat 1667–1669. Razem 3081 stron rękopisu i 1581 aktów. Pisałem o tym w artykule „Czy to jeszcze genealogia?”, więc tu tylko skrót: maszyny czytały, ja pilnowałem, poprawiałem i sprawdzałem na skanach.

Dotąd jedna księga zajmowała tygodnie. Tym razem wystarczyło kilka dni. Wtedy pierwszy raz zrobiłem w głowie inny rachunek: nie ile czasu zostało do przepisania, tylko ile pieniędzy. I okazało się, że to drugie da się policzyć co do złotówki.

Ten artykuł jest prośbą. Postaram się, żeby była uczciwa: z liczbami, bez owijania w bawełnę i z jednym pomysłem, który mam nadzieję komuś z Was się spodoba.

Co czeka na swoją kolej

Skanuję od lat. Byłem pionierem: zacząłem jeździć ze skanerem po urzędach stanu cywilnego i parafiach i skanować księgi na miejscu, a potem namawiałem do tego innych. Jeszcze rok temu tak jeździłem.

W Kijowie wszystko zaczęło się od Archiwum Kaczanowskiego (CDIAK, fond 966). To papiery warszawskiego biura Józefa Kaczanowskiego, które w XIX wieku pośredniczyło w sprawach o szlachectwo przed Heroldią Królestwa Polskiego. W środowisku genealogicznym ten zespół uchodził za świętego Graala. Wiadomo było, że Kaczanowski fałszował dokumenty, ale też, że w jego zbiorach są prawdziwe. Dostęp do zdjęć, w dodatku niekompletnych, miało w Polsce zaledwie kilka osób i niemało na tym zarabiało. Są w nich nieznane wcześniej rękopisy herbarzy Tuczyka-Kapicy i Wielądka oraz wypisy z ksiąg sądowych, które spłonęły w 1944 roku. Na digitalizację zbierałem pieniądze od 2020 roku. Zacząłem zwykłym aparatem, choć fotografować w ogóle nie było wolno – na wszystko musiałem mieć specjalną zgodę dyrektora archiwum. Była pandemia, a żeby w ogóle wejść do budynku, co tydzień robiłem test. Wyszło 200 000 skanów i dzięki Wam są dziś bezpłatnie dostępne. Potem przyszły księgi sądowe.

Od maja do końca listopada 2022 roku siedziałem w Kijowie i skanowałem księgi sądowe w CDIAK. Wybuchła wojna i trzeba było ratować, co się dało, więc mimo choroby jeździłem: co trzy tygodnie wracałem do Polski na tydzień chemioterapii, a potem z powrotem do archiwum. Alarmy, wyłączenia prądu, a jesienią archiwum bez ogrzewania, więc praca w kurtce i rękawiczkach. Skany są bezpieczne, na dyskach. Tylko że skan to dopiero obrazek. Żeby ktoś znalazł w nim swojego przodka, tekst trzeba przeczytać, przepisać, ułożyć w akty i zrobić indeksy.

Za tę pracę – Archiwum Kaczanowskiego, popularyzację skanowania i udostępnienie milionów skanów – Polskie Towarzystwo Genealogiczne nadało mi w 2022 roku tytuł Członka Honorowego. W 2023 roku, podczas konferencji w Brzegu, Stowarzyszenie Opolscy Genealodzy wręczyło mi tytuł Genealoga Roku 2022. Nie piszę o tym, żeby się chwalić. Chcę, żebyście wiedzieli, że wsparcie nie trafi w próżnię.

Dyplom Genealog Roku 2022, Opolscy Genealodzy
Dyplom „Genealog Roku 2022” od Stowarzyszenia Opolscy Genealodzy.

Na stronie jest dziś dwanaście opracowanych ksiąg. Na swoją kolej czeka kilkaset. Ile z nich przeczytamy, zależy tylko od tego, ile uda się zebrać: ile będzie pieniędzy, tyle będzie ksiąg. Każda z nich to setki nazwisk, wsi i dworów z Podola, Wołynia i Kijowszczyzny, których dziś nie da się wyszukać.

Skanowanie ksiąg w CDIAK w Kijowie, 2022
CDIAK, Kijów 2022. Skaner, księga i kilka miesięcy pracy.

Po co to wszystko

Najlepiej odpowiadają na to czytelnicy. Pod wpisem o artykule „Czy to jeszcze genealogia?” na Facebooku Oleksandr napisał po ukraińsku:

„Nawet nie wiem, co bym zrobił bez Pańskich metryk z Wołynia. Znalazłem swoje prababcie i pradziadków i wszystko się zgodziło – a przecież spisów z lat 1915–1921 po prostu nie ma. Teraz mam w drzewie 700 swoich przodków. Teraz można »zejść« do Rzeczypospolitej sprzed 1795 roku i dalej, w siwą dawność. Dziękuję!”

Tego samego dnia przyszedł list od Romana, który dopiero zaczyna szukać korzeni. Napisał mi, że dzięki ChatGPT trafił na skany parafii kutkowieckiej i odnalazł w metrykach przodków z Olchowiec. Zawsze uważał ich za Ukraińców, a teraz podejrzewa, że byli Polakami. Bez tych skanów nie miałby do nich dostępu.

Zwróćcie uwagę na słowa Oleksandra o „zejściu” przed 1795 rok. Metryki kończą się tam, gdzie zaczynają się księgi sądowe. To one prowadzą dalej, w XVII i XVIII wiek: do zapisów sum, intercyz, kontraktów, w których przodkowie występują z imienia i nazwiska.

Rachunek, czyli ile to kosztuje

Przepisanie jednej karty rękopisu (dwie strony) kosztuje około 55 groszy. Tyle wyszło mi z dwóch ksiąg zrobionych w październiku: 2-1-2 kosztowała 132 dolary za 1884 strony, 38-1-33 – 84 dolary za 1197 stron. To równo 7 centów za stronę, płaconych za każde użycie modelu sztucznej inteligencji, który czyta pismo.

Nasze księgi mają od 600 do 1400 kart. Sam odczyt tekstu kosztuje więc tyle:

Wielkość księgiStron do odczytaniaOdczyt (USD)Odczyt (zł)
600 kart1200ok. 84 $ok. 330 zł
1000 kart2000ok. 140 $ok. 545 zł
1400 kart2800ok. 196 $ok. 765 zł

Do tego dochodzą dwa stałe abonamenty, bez których ta taśma nie ruszy:

Miesiąc, w którym powstają dwie średnie księgi (po 1000 kart), to więc około: 780 zł + 2 × 545 zł + 60 zł = ok. 1930 zł.

Ceny w dolarach przeliczyłem po ok. 3,90 zł (kurs z połowy października 2026). Ceny planów: Claude, make.com.

Złotówka za kartę

Jeśli doliczyć abonamenty, każda karta rękopisu kosztuje mniej więcej złotówkę. Na jednej karcie mieszczą się zwykle jeden albo dwa akty: kwit, intercyza, pełnomocnictwo, zapis sumy na dobrach. W każdym kilka, kilkanaście nazwisk.

Na co dzień to wygląda tak:

Nie potrzebuję wielkich kwot od niewielu osób. Grupa na Facebooku liczy około 7000 członków. Gdyby co dziesiąty dał jednorazowo 10 zł, wystarczyłoby na trzy–cztery miesiące pracy, czyli sześć–osiem ksiąg.

Rewizorzy z 1766 roku i Wy

Przy pracy nad księgą kamieniecką trafiłem na dwie krótkie notatki na marginesie historii. Sejmik województwa podolskiego wyznaczył w 1766 roku rewizorów: Antoniego Skolskiego, Wojciecha Podolskiego i Szymona Choińskiego. Mieli ratować stare, niszczejące księgi grodu. Przepisali je „ex Originali vetusto”, z dawnego oryginału, porównali z nim, poprawili błędy i złożyli podpisy. Dzięki nim akta z lat 1667–1669 przetrwały, choć oryginał był już „corrosa”, przegryziony przez czas.

Po 260 latach robimy dokładnie to samo. Tylko że nie mamy sejmiku, który by za to zapłacił. Mamy siebie.

Dlatego chcę zaproponować coś, co rewizorom by się spodobało:

Poświadczenie rewizorów Antoniego Skolskiego i Wojciecha Podolskiego, Kamieniec 16 VI 1768
Księga 38-1-33, skan 0526: podpisy rewizorów Skolskiego i Podolskiego, „Datum circa Acta Castr. Camen. Podoliae Anno Dni 1768 Die 16 Junij”.

Uczciwie: czego nie da się kupić

Pieniądze kupują tempo, nie nieomylność. Model myli się w nazwiskach, w numerach aktów, w datach liczonych od świąt ruchomych. Dlatego każda księga przechodzi kontrolę: sprawdzam ciągłość numeracji, wątpliwe miejsca porównuję ze skanami, a księgi o niepewnym pochodzeniu konsultuję z historykiem, Olegiem Rosowieckim. Przy opracowaniach zaznaczam, że rozstrzygające są zawsze skany.

Czego jeszcze nie kupią żadne pieniądze: Waszej wiedzy. Jeśli w akcie znajdziecie przodka i zobaczycie, że model przekręcił nazwisko albo wieś, napiszcie. To jest wkład równie cenny jak przelew.

I jeszcze jedno, żeby było jasne: wszystko, co powstaje, jest i będzie bezpłatne, dla każdego, bez logowania. Wpłaty idą tylko na koszty opisane wyżej.

Jak wesprzeć

Kod QR do przelewu
Kod QR do przelewu – wystarczy zeskanować w aplikacji banku.

Jeśli chcecie, żeby Wasze imię albo dedykacja trafiły do księgi, dopiszcie to w tytule wpłaty albo napiszcie do mnie. Chcący ufundować całą księgę – proszę o wiadomość, razem wybierzemy którą.

Indeks osób w serwisie Staropolskie Księgi Sądowe
Tak wygląda efekt: indeks osób ze wszystkich opracowanych ksiąg, do przeszukania w kilka sekund.

Na koniec

W tych księgach są ludzie, o których nikt nie pamięta. Szlachcic, który w 1667 roku przyjechał do Kamieńca poświadczyć kwit. Wdowa, która ustanowiła pełnomocnika, bo sama nie mogła stanąć przed sądem. Chłopi wymienieni z imienia przy sprzedaży wsi. Każdy z nich jest czyimś przodkiem. Może Waszym.

Przetrwali wojny, pożary i zabory, przetrwali w archiwum pod alarmami. Teraz od tego, czy ktoś przeczyta ich imiona, dzieli ich już tylko rachunek. Złotówka za kartę.

Zniszczona księga sądowa w CDIAK
Nie wszystkie księgi mają tyle szczęścia co kamieniecka. Każdy rok zwłoki to kolejne zatarte słowa.

Dziękuję każdemu, kto pomógł do tej pory. Bez Was nie byłoby ani skanów z Kijowa, ani tej strony.

Marcin Kowal