4 października 2022 roku, w ósmym miesiącu wojny, zeszliśmy do podziemnego magazynu Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego Ukrainy w Kijowie (CDIAK). Pracowniczka archiwum wyjmowała z półek księgi i dokumenty, kładła je na stole i opowiadała, a ja nagrywałem i robiłem zdjęcia. Pisałem już wtedy o tej wizycie. Dziś wracam do niej nie po to, żeby odgrzewać stary tekst, tylko dlatego, że to najlepsza lekcja o tym, skąd się biorą księgi, które dziś przepisujemy w serwisie Staropolskie Księgi Sądowe.
Archiwum, które powstało dla ksiąg sądowych
Archiwum założono w 1852 roku przy kijowskim Uniwersytecie św. Włodzimierza jako Centralne Archiwum Akt Dawnych. Inicjatorem był generał-gubernator kijowski, podolski i wołyński Dmitrij Bibikow. Archiwum miało zebrać w jednym miejscu księgi grodzkie, ziemskie i magistrackie z Prawobrzeżnej Ukrainy, które dotąd leżały rozproszone po dawnych miastach sądowych. Pod koniec XIX wieku było ich blisko sześć tysięcy.
Każdą przyjętą księgę przeszywano na wylot sznurem i zalewano pieczęcią, żeby nikt nie mógł niczego dopisać ani wyrwać. Po upadku powstań listopadowego i styczniowego szlachta z ziem zabranych musiała udowadniać szlachectwo przed heroldią, a najlepszym dowodem był wypis z księgi sądowej, w której przodek występował jako szlachcic. Za popytem na wypisy poszły fałszerstwa, więc księgi wzięto pod klucz, spisano i opieczętowano.
Wojna, której księgi nie przetrwały w całości
Z prawie sześciu tysięcy ksiąg do dziś przetrwała tylko część. Archiwistka opowiedziała, jak do tego doszło.
Gdy w 1941 roku Niemcy zajęli Kijów, archiwiści zdążyli zniszczyć dokumentację ewidencyjną. Okupanci postanowili jednak wznowić pracę archiwum i ściągnęli do niego ludzi pokrzywdzonych przez władzę sowiecką, m.in. historyczkę Natalię Połońską-Wasylenko i archiwistę Mykołę Tyszczenkę. Niemców księgi sądowe interesowały z konkretnego powodu: szukali w nich prawa magdeburskiego, czyli dowodu, że miasta tych ziem żyły według prawa niemieckiego. Część ksiąg wywieziono na zachód przez Kamieniec Podolski i nie wszystkie wróciły. Sam gmach uniwersytetu ucierpiał w czasie walk o Kijów.
Jeszcze w czasach sowieckich pojedyncze księgi wracały do Kijowa, odnajdywane w magazynach innych miast.
Co leżało na stole
Najstarszy dokument archiwum, z 1369 roku. Łaciński dokument Ottona z Pilczy z oryginalną woskową pieczęcią. Jedyna córka Ottona, Elżbieta z Pilczy, została trzecią żoną Władysława Jagiełły.


Dokumenty szlacheckie i królewskie. Akt darowizny z 1552 roku, którym kniaziowie Czetwertyńscy zapisali trzecią część majątku krewnemu, Piotrowi Zahorowskiemu, opieczętowany przez strony i świadków. Przywilej Jana Kazimierza dla Jana Wyhowskiego z czasów ugody hadziackiej, z wielką pieczęcią w metalowej puszce.



Uniwersały hetmańskie. Uniwersał Bohdana Chmielnickiego z 1648 roku z jego własnoręcznym podpisem, wydany w czasie wojny w obronie monasterów. Uniwersał Hanny Zołotarenkowej, żony Chmielnickiego, z 1655 roku, potwierdzający prawa monasteru gustyńskiego pod Przyłukami, opieczętowany już jej własnym sygnetem. Uniwersały Iwana Mazepy, Daniły Apostoła i Iwana Skoropadskiego. Hetmani potwierdzali nadania klasztorom i osobom prywatnym, a każdy nowy hetman potwierdzał je od nowa, dlatego od najwcześniejszych zostało najmniej dokumentów.


Księgi kamienieckie po kipczacku. Gmina ormiańska w Kamieńcu Podolskim miała z przywileju królów polskich własny sąd wójtowski. Jego księgi pisano w języku kipczackim, ale alfabetem ormiańskim. CDIAK przechowuje 28 takich ksiąg, największy zbiór dokumentów w tym języku na świecie.
Księgi grodzkie, liturgiczne i szkolne. Mała księga protokołów z połowy XVI wieku, księgi grodu łuckiego z pieczęciami pierwszych archiwistów, gęsie pióra zachowane między kartami. Ewangeliarz wydany we Lwowie w 1636 roku, z medalionem metropolity Piotra Mohyły. III Statut Litewski, w połowie drukowany, w połowie dopisany ręką właściciela. Atlas spadkobierców Homanna z mapą Ukrainy. Projekt chorągwi z herbem dla całego Hetmanatu z 1758 roku. Rękopiśmienny „Synopsis” Gizela, z którego uczono historii, z rysunkami uczniów na marginesach.




Coś dla genealoga
Po skończonym nagraniu zostaliśmy jeszcze chwilę przy stole. To, co wtedy zobaczyłem, najlepiej pokazuje, czego genealog może szukać w CDIAK poza księgami sądowymi.
Księga metrykalna urodzeń z 1816 roku, prowadzona przy cerkwi św. Michała, z kolorową miniaturą na okładce. Ktoś namalował izbę: matkę z niemowlęciem w łóżku, kołyskę u powały i gości przy stole. Obok drzewo genealogiczne w kształcie wachlarza i księgi z herbami rodzin, które udowadniały szlachectwo: Jastrzębiec z epigramatem, Rawicz Samboreckich z rodowodem opisanym pokolenie po pokoleniu.




Na koniec niespodzianka: list po francusku, wysłany z Kijowa w marcu do „Jego Ekscelencji generała Bibikowa, generał-gubernatora kijowskiego, wołyńskiego i podolskiego”. Podpisany: de Balzac. Honoré de Balzac mieszkał wtedy w Wierzchowni u Eweliny Hańskiej, z którą ożenił się w 1850 roku w Berdyczowie. Adresat listu to ten sam Bibikow, z którego inicjatywy powstało archiwum.


Dlaczego o tym przypominam
Księgi, które archiwistka wyjmowała z półek, to te same serie, które w 2022 roku skanowałem w CDIAK i które dziś przepisujemy i indeksujemy karta po karcie. Grodzkie kijowskie, żytomierskie, owruckie, kamienieckie, winnickie: każda opracowana księga to setki nazwisk i wsi, których wcześniej nie dało się wyszukać.
Film pokazuje też, jak niewiele brakowało, żeby nie było czego przepisywać. Te księgi przetrwały dzięki ludziom, którzy w złych czasach robili swoją robotę. Jeśli chcecie pomóc w ich odczytaniu, zajrzyjcie do artykułu „Złotówka za kartę”.
Przepisane księgi: genealogie-kresowe.pl/ksiegi
